42.

W weekend wybywam, a Was chcę zostawić z opisem sytuacji dotyczącym oceniania po pozorach i ludzkiej bezczelności 😉

Prawie 2 tygodnie temu byłam z Lubym w poczekalni ortopedycznej Izby Przyjęć w jednym z warszawskich szpitali. Luby siedział tam od 14, a razem z nim wiele osób – młodszych, starszych, wszyscy z urazami różnego typu. Pani w rejestracji powiedziała Lubemu, że czas oczekiwania wyniesie 3-4 godziny. Pacjenci byli wzywani do gabinetu według godziny rejestracji, która była zapisana na karcie. Tyle tytułem wstępu.

Po 16 do poczekalni przyszła młoda para. Na pierwszy rzut oka wydawali się młodzi, sympatyczni, wykształceni (ich ubiór wskazywał na pracę w jakimś biurze). Mężczyznę bolał kręgosłup, trochę mi się go szkoda zrobiło.

Nadeszła w końcu oczekiwana przez nas godzina 18. Luby cieszył się, że już bliżej niż dalej do diagnozy. W końcu z gabinetu wyszedł lekarz:

– Pan P*****(nazwisko Lubego), zapraszam.

Luby zdążył się tylko podnieść, a tu wcześniej wspomniany mężczyzna wstał, ominął go i wszedł do gabinetu. Luby dokuśtykał się do pomieszczenia, a w nim trwała dyskusja:

Lekarz: Pan nazywa się P*****?

Mężczyzna: Nie, ale ja długo czekam.

Lekarz: Skoro nie nazywa się pan P****, to proszę wyjść i zaczekać na swoją kolej.

Lekarz zaczął wypraszać mężczyznę z gabinetu. Do akcji włączyła się dziewczyna (żona?) mężczyzny:

Dziewczyna: Ale my długo czekamy, od 16, a go boli!

Lekarz: (zerkając w kartę) Pan P***** przyszedł o 14.21, więc teraz jego kolej.

Mężczyzna i jego dziewczyna odeszli od drzwi dosłownie wściekli. Z czekających osób odezwała się spokojnie jakaś kobieta, która nieco przy kości:

– My wszyscy tutaj czekamy, chociaż długo to trwa…

Na to odezwała się dziewczyna:

– Pani to pewnie sobie może skręciła kostkę, pewnie nie chciało się kilogramów zrzucić i wolało się żreć!

Pani się oburzyła, chciała coś powiedzieć, ale przerwał jej mężczyzna:

– Niech się Pani zamknie! Pani nie boli tak jak mnie!

Otworzyłam oczy ze zdumienia, starsza pani siedząca obok mnie także. Luby opowiedział mi potem, że lekarz skomentował sytuację słowami: „Widzi pan, tacy to się awanturują, a pan przyszedł z poważnym urazem, a nawet słowem pan nie jęknął…”

I tak z młodych, sympatycznych ludzi wyszli młodzi bezczelni 😉 To, że kogoś coś boli, nie upoważnia go do rzucania „gównem” w kierunku niewinnych i również cierpiących ludzi…

Na szczęście nie tylko tacy ludzie chodzą po świecie 😉

41.

Były u Was wczoraj burze? Warszawę ominęło bokiem, co zdarza się dosyć często. A skoro już w tym temacie jesteśmy, to opowiem Wam, jak to z nimi u mnie było 😉

Za dzieciaka burze były dla mnie tak przerażające, że nocą pakowałam się rodzicom do łóżka i nie spałam ze strachu. W dzień także lepiej nie było. Mam mnóstwo wspomnień związanych z tego rodzaju pogodą. Z jednego z pobytu u babci Krysi pamiętam tylko to, że trzęsły mi się dłonie z powodu szalejącej za oknem wichury, która w swym szaleństwie zerwała część dachu z domu. Kilka lat później byłam u babci Zosi. Burza była tak „wyposażona” w wyładowania, że w środku nocy było jasno, a ja z babcią siedziałyśmy w kuchni, gotowe do ucieczki w razie pożaru wywołanego uderzeniem pioruna. Rok później dostałam telefon od przyjaciela ze słowami „Sylwia idź na balkon i zobacz, jaka fajna chmura!”. Ta chmura okazała się być niczym innym, tylko chmurą funnel cloud – jeśli dotknie ziemi, nazywamy to trąbą powietrzną 😉

Mnogość doznań (oraz dostęp do internetu) spowodowała, że obok strachu pojawiła się także ciekawość. Z bycia meteorologiem nic nie wyszło, ale pasja pozostała. W ramach „matkowania” wszystkim możliwym osobom udzielam rad, gdzie sprawdzać pogodę, jak odczytywać modele numeryczne i ogólnie zachęcam do interesowania się tematem w ramach zapewnienia sobie bezpieczeństwa.

Zanim gdziekolwiek wyjdę, sprawdzam temperaturę odczuwalną. Czasem aura może sobie z nas pożartować – na termometrze 20 stopni, ale gdy wychodzimy, żałujemy, że nie wzięliśmy jakiegoś sweterka, bo wiatr jest zimny. Dla Warszawy znalazłam taką stację meteo, wskazującą temperaturę odczuwalną – meteo.waw.pl 

Samą prognozę pogody sprawdzam tu – moim zdaniem, jest prognoza, której sprawdzalność jest najwyższa.

um warszawa

Przepraszam za screen z telefonu, ale tylko w ten sposób udało mi się pokazać całą prognozę. Na pierwszy rzut oka wygląda to skomplikowanie, ale naprawdę odczyt modelu jest prosty. Na stronie dostępny jest dokładna legenda do tych wykresów oraz najczęściej zadawane pytania, z którymi warto się zapoznać.

Jeśli na jakiś dzień prognozy przewidują opady, odwiedzam stronę antistorm.eu, by zobaczyć kiedy i czy w ogóle będzie padać.

antistorm1

Odczytywanie z tej mapki również jest bardzo proste. Kolory oznaczają intensywność opadu: zielony – słaby, pomarańczowy – średni, czerwony – silny, fioletowy – ekstremalny/grad. Jak widać na screenie, Warszawa jest wolna od deszczu, zaś nad Trójmiasto zasuwa strefa z opadami. Po lewej stronie można zauważyć zakładkę burze, która powie nam, czy i kiedy do naszej miejscowości dotrze burza.

Jaką pogodę lubicie najbardziej? Może macie swoje sprawdzone strony w tym temacie? 🙂

40.

SAMSUNG CSC

W tym całym zaganianiu wymyśliłam sobie, żeby napisać jakiś kosmetyczny post. Jakieś tam doświadczenia w używaniu kosmetyków mam i chętnie, co jakiś czas, opiszę Wam moje odczucia w tej materii 😉 Dzisiaj wezmę pod lupę dwie odżywki. Od razu mówię, że na składach średnio się znam, będę pisać po prostu o swoich doświadczeniach czy opinii 😉 Każdą opinię i rady chętnie przyjmę 🙂

Hair Care Repair Expert

Odżywkę kupiłam zaraz po tym, gdy rozjaśniłam sobie włosy. Bałam się, że jeśli moja pielęgnacja włosów będzie oparta wyłącznie na szamponie, kłaki będą suche. Tak się na szczęście nie stało i uważam, że to zasługa tej odżywki. Kosztuje około 20 zł w Hebe, ma piękny, trochę słodki zapach i jest bardzo wydajna. Włosy są po niej miękkie i pachnące. Nie zauważyłam, aby ten produkt miał jakieś działanie obciążające. Mały minus za to, że nie widziałam jej nigdzie poza Hebe.

Pantene Pro-V Color Protect

Odżywki do włosów to rzeczy, które najczęściej wiozę do rodziców, a potem zapominam je stamtąd zabrać. W takich okolicznościach zakupiłam w Biedronce odżywkę z Pantene. Cena 10-12 zł, nie pamiętam dokładnie. Zapach produktu odbieram jako typowy dla tej marki kosmetyków. Działanie? W porównaniu do poprzedniego produktu – słabe, a jeśli trzymać się instrukcji, która nakazuje zaaplikować na włosy i po chwili spłukać, to działanie jest dosłownie znikome. Plus dałabym za dostępność, bo przypuszczam, że można ją kupić w każdej drogerii i w supermarketach.

Podsumowując:

Hair Care Repair Expert – 4+/5

Pantene Pro-V Color Protect – 2/5

Do włosów używam jeszcze maski, a do skóry głowy peelingu. A co Wy polecacie do pielęgnacji włosów? 🙂

39.

cerkiew

Dawno nic nie pisałam, a to oznacza, że dawno nie miałam aż tak wypełnionych na maxa dni 😉

W weekend pojechałam na komunię do brata mojej chrześnicy nr 1. Zazwyczaj jestem sceptycznie nastawiona do rodzinnych spotkań, ale akurat te było całkiem przyjemne. Nie było wyłącznie siedzenia przy stole – pojechaliśmy także pozwiedzać okolice, w których ostatnio spędzaliśmy czas w dzieciństwie. Z wypadu pochodzi zdjęcie na początku notki. Cerkiew znajduje się w Hrebennem, wsi znajdującej się w województwie lubelskim, tuż przy granicy z Ukrainą. Udaliśmy się także do pobliskich Siedlisk, by podziwiać kapliczki na wodzie oraz do Bełżca, w miejsce dawnego obozu zagłady. Pogoda nam dopisała, towarzystwo również. Czasem z rodziną  wychodzi się dobrze nie tylko na zdjęciach 🙂

Po 7 latach zdecydowałam, że w końcu jest okazja, by przedstawić babci mojego Lubego 😀 Czemu tak późno? Tutaj akurat po prostu tak wyszło – co do babci nie miałam żadnej wątpliwości, że Lubego polubi, ale gdy przybywałam z wizytą do niej, akurat z Lubym się jakoś nie zgrywało. Przy okazji powiem, że niektórzy członkowie mojej rodziny często mają jakieś „ale” do wszystkich dookoła, więc moje życie prywatne trzymałam daleko od ich wrednego nosa 😉

Wczoraj miałam dwa ostatnie egzaminy w moim studenckim życiu. Z jednej strony cieszę się, że zostały mi tylko poprawki w magisterce. Z drugiej zaś czuję, że pewien etap w moim życiu się kończy i nie wiem jeszcze, czy mi się to podoba. Lubię się uczyć, lubię czuć, że mój mózg pracuje, lubię poczucie, że starałam się i finalnie osiągnęłam swój cel. Chyba tylko studia wywoływały we mnie determinację, której próżno szukać w innych dziedzinach życia (chociażby w aktywności fizycznej ;)). Nie wiem, czy w pracy da się znaleźć możliwości rozwijania siebie? Wiecie coś o tym? 😉

Idę sprawdzić, co u Was słychać, miłego weekendu 🙂

38.

SAMSUNG CSC

Powyższe zdjęcie zostało wykonane w poprzedni piątek. Wtedy jeszcze było ciepło, do Łazienek dojechałam rowerem. A potem… Pogoda się zepsuła, a wczoraj prószył śnieg 🙂

Z racji tego, że chciałam tu coś napisać, a nie bardzo wiedziałam o czym, stwierdziłam, że sobie „pofaktuję” o studiach 😀 Kilka osób pytało mnie o kierunek i inne rzeczy, więc niech te informacje widnieją sobie w notce 😉

  1. Studiuję zarządzanie i dowodzenie, a jako specjalizację wybrałam zarządzanie zasobami ludzkimi.
  2. Temat mojej pracy magisterskiej brzmi: Czynniki motywujące maszynistów Szybkiej Kolei Miejskiej. Licencjat pisałam za to o analizie ryzyka występowania zagrożeń naturalnych na terenie Polski.
  3. Bardziej zadowolona jestem z poprzedniej pracy, ale cieszę się, że do obu prac mogłam wpakować swoje zainteresowania.
  4. Miałam studiować geografię, ale w końcu zdecydowałam się na zarządzanie.
  5. Lubię swój kierunek, ale na początku nie było tak dobrze. Pierwsze dwa tygodnie przepłakałam, bo nie chciałam mieć matematyki i historii na studiach 😀
  6. W sumie miałam z 5 matematycznych przedmiotów i niemal wszystkie polubiłam.
  7. Moje ulubione przedmioty to operacje i techniki operacyjne, zarządzanie w sytuacjach kryzysowych i zarządzanie strategiczne.
  8. Zupełnie nie polubiłam historii wojen i logiki.
  9. Udało mi się dostać stypendium dla najlepszych studentów.
  10. Studia są dla mnie miłą odmianą po liceum. Pokazały mi, że uczenie się, to jeden z priorytetów w moim życiu.
  11. Moja uczelnia znajduje się w lesie.
  12. Do uczelni dojeżdżam około 50 minut.
  13. Nigdy nie uczyłam się całą noc. Dla mnie ta pora jest wyłącznie do spania.
  14. Przede mną jeszcze zaliczenia 3 przedmiotów, ale póki co nie miałam żadnej poprawki.
  15. Mój kierunek absolutnie nie jest wojskowy (co smuci moją mamę, a mnie zdecydowanie nie :D).
  16. Z obrony licencjatu pamiętam tylko to, że wchodziłam do sali. Co stres robi z ludźmi…;)
  17. Wolę egzaminy pisemne od ustnych.
  18. Nigdy nie umiałam ściągać i na studiach też się tego nie nauczyłam 😀
  19. Raz przysnęłam na wykładzie ze statystyki opisowej. Siedziałam w pierwszym rzędzie…;)
  20. Jeden z egzaminów pisałam na „wkurwie” 😀 Jedna ze znajomych tak mnie maglowała o podpowiedź, nie dając mi nic napisać, że zastanawiałam się, czy na nią krzyknąć, czy ją uderzyć 😀

A Wy studiujecie? Wybieracie się na studia? Studiowaliście? Opowiedzcie coś o tym 🙂 Miłego dnia 🙂

37.

tumblr_opa9gmcyfy1rkuullo1_500
źródło

Przez cały długi weekend patrzyłam, głównie na instagramie, jak moi znajomi sobie podróżują. Góry, morze, rodzinne okolice. Na początku trochę zazdrościłam, ale teraz w ogóle nie żałuję tego, że zostałam w Warszawie. Dzięki temu udało mi się skończyć pracę magisterską! 🙂 Teraz czas na kwestie edytorskie i można śmiało dać ją do sprawdzenia promotorowi.

Poza tym, dobrze mi zrobiło siedzenie samej. Luby pojechał w rodzinne strony, współlokator również. Przez prawie 4 dni miałam mieszkanie tylko dla siebie. Spokój, cisza, maksymalnie skupienie na pisaniu. Cieszę się, że mam to za sobą.

W natłoku codziennych obowiązków człowiek nie zauważa tego, jak szybko mija czas. Jutro mój „mały” brat zaczyna egzaminy maturalne. Wciąż wydaje mi się, że ma dopiero 16 lat…;) W każdym razie – trzymam kciuki za niego i pozostałych maturzystów.

Też macie tak, że istnieje u Was jakaś rzecz, może część garderoby, którą moglibyście kupować cały czas? Mam tak z butami. Co jakiś czas potrzebuję kolejnych 😀 Chociażby miały to być kolejne trampki. Jak się okazuje, w tym roku udało mi się wytrzymać 4 miesiące bez zakupu obuwia. I dłużej nie da rady, bo już sobie upatrzyłam te (kolejne) jedyne 😉

Jak Wam minęła Majówka? 🙂

36.

bratki

Dziękuję Wam za wiele słów wsparcia dla babci pod ostatnią notką! :*

Tuż przed Majówką – krótka notka (przynajmniej takie jest zamierzenie), bo akurat wczoraj coś mi się przypomniało i sobie rozmyślałam 😀

Dwa, może trzy lata temu, spotkałam się z kilkoma koleżankami. Taki tam typowo babski wieczór. Jedna z nich – D. – od zawsze nosiła włosy w rudym kolorze. Odcień był intensywny, ale niebijący po oczach. Dodawał jej blasku, widać było, że to idealny kolor dla niej. Na spotkaniu D. miała jednak brązowe włosy. Zapytałam, co stało za decyzją, by kolor zmienić? Odpowiedziała mi coś w stylu: „za stara jestem na tamten kolor, w tym wieku trzeba wyglądać poważniej”.

Kilka chwil później mówiłam koleżankom, że chciałabym w końcu uzyskać czerwień na moich włosach, bo jakoś nie bardzo chce się to udać. Od J. usłyszałam: „to już chyba nie ten wiek na takie kolory”.

Pamiętam, że poczułam się wtedy jak jakaś szalona nastolatka, a z drugiej strony miałam wrażenie, że ktoś mówi do mnie, jak do starszej pani, która chce sobie zrobić na twarzy skaryfikacje à la Popek 😀

To nie kolor włosów określa człowieka, tylko jego czyny i podejście do życia. Przynajmniej tak mi się wydaje. Nie czuję się gorsza z tego powodu, że mam 24 lata, a końcówki moich włosów są turkusowe. Czy gdybym wróciła do naturalnego koloru, automatycznie stałabym się dorosłą, odpowiedzialną osobą? Moim zdaniem, można robić wszystko to, co daje nam radość, pod warunkiem, że nie skrzywdzi to innego człowieka. Nie wydaje mi się, żeby mój wygląd kogoś krzywdził, a tym bardziej pozbawiał mnie odpowiedzialności za moje życie.

Szkoda tylko, że młode osoby, które powinny cieszyć się życiem, uśmiechać, podbijać świat, tracą energię na to, by zrobić z siebie zrzędliwych dorosłych, wyglądających i zachowujących się tak samo. „Bo tak wypada”.

A co Wy na to? 😉

Notka krótka nie wyszła, no cóż, może komuś akurat zechce się poczytać 😉 Jak wiecie z poprzedniej notki, żadnych wyjazdów na Majówkę nie planuję, ale planuję coś innego. Mianowicie – mniej czasu przed komputerem, za to więcej rozrywki w postaci czytania książek i wychodzenia z mieszkania. Starałabym się całkiem wykluczyć siedzenie przed laptopem, ale magisterki inaczej nie napiszę 😀

Miłego weekendu! 🙂