48.

tumblr_otymo5iq2v1rkuullo1_500
źródło

Robię sobie przerwę w związku z wyjazdem. W tym roku zwiedzam Wrocław i Jelenią Górę. Wracam 10.08 i lecę wtedy Was poodwiedzać. Miłych dni! 🙂

Reklamy

47. I don’t like my mind right now…

Gdy byłam jakoś w połowie szkoły podstawowej, wybrałam się z braćmi do kolegi, który mieszkał w lokalu obok. Zasiedliśmy do komputera i oglądaliśmy teledyski. Gdy usłyszałam piosenkę poniżej, wiedziałam, że to jest „to”. Głos wokalisty wbił mi się w głowę i do teraz w niej tkwi.

2 dni temu zobaczyłam informację o śmierci swojego idola. Linkin Park to mój ulubiony zespół od momentu, który opisałam na początku. Teksty ich utworów pasowały jak ulał do niektórych momentów w moim życiu. Muzyka pomogła mi w pewien sposób przejść przez różne sytuacje. Jest mi bardzo przykro, że Chester Bennington pożegnał się ze światem w najgorszy sposób. Jestem mu wdzięczna za tworzenie wspaniałej muzyki i za ratowanie mnie z opresji. Depresja to jednak straszna świnia…

…czego niektórzy ludzie po prostu nie rozumieją. Przestałam już czytać komentarze, bo pewne osoby doprowadzają mnie do szewskiej pasji.

Po pierwsze, jak można pisać odnośnie śmierci kogokolwiek, że „dobrze mu tak”? Rozumiem idioto, że byłbyś równie zadowolony, gdy przeczytałbyś coś takiego po śmierci swojego przyjaciela? Niee, wtedy rozpętałbyś III wojnę światową. Pomyśl trochę. Wyraź współczucie. Jeśli nie umiesz, to odejdź od komputera i zajmij się czymś innym.

Po drugie, jak można obrażać człowieka, bo odszedł ze świata odbierając sobie życie? Chorować może nie tylko ciało. Depresja to coś, co się dzieje naprawdę. W dobie internetu, wyszukiwarek tak trudno znaleźć informację czym jest depresja? Życzę Ci, drogi „niemyślący zawczasu”, żebyś nigdy nie miał do czynienia z nią ani inną chorobą psychiczną. Powiem Ci z własnego doświadczenia – jest cholernie trudno przestać się jak kupa. Doedukuj się, zapytaj, porozmawiaj, a potem oceniaj. Żeby nie było kiedyś tak, że to Ty będziesz potrzebował zrozumienia.

tumblr_mhpyq0gyyd1rlb5m6o1_500

Chester Bennington

You may be gone but you will never be forgotten.

46. Stop bylejakości.

Anię z aniamaluje czytam z doskoku, co jakiś czas również oglądam jej instastory. Dzisiaj powiedziała: „nie zgadzaj się na bylejakość”. Gdzie przejawia się u mnie ten stan?

Kulturę osobistą uważam za wielki plus u innych osób. Sama mam ten aspekt jakoś tak wpojony, że robię z siebie kogoś naprawdę mało asertywnego. Głupio mi odmówić. Po prostu.

Ostatnio było mi głupio odmówić i zgodziłam się na coś, na co ochoty nie miałam, bo przypomniałoby mi jeden z najgorszych sytuacji w moim życiu. A potem po prostu wyszłam, a dokładniej opuściłam konwersacje bez słowa. Nie mam pojęcia, co na to inne osoby – i przestało mnie to obchodzić. Jednej z nich chętnie wytłumaczę sprawę osobiście. A co do reszty – nie chce bylejakości. Mam swoich bliskich, którzy są wspaniali. Mamy inne poglądy, inne zainteresowania i szanujemy się wzajemnie. Nie jestem dla nich gorsza, nie zazdrościmy sobie pierdół, cieszymy się ze swoich sukcesów. Czemu mam się zgadzać na coś, co mi nie pasuje? Na wieczne porównania? Na ocenianie mnie w ten sam sposób co 10 lat temu?

Od tego czasu sporo się zmieniło. Próbowałam uleczyć swoje wszystkie rany, zmienić myślenie, doceniać sama siebie. Nie pozwolę tego zniszczyć.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że nie warto palić za sobą mostów. A mi się wydaje, że w niektórych przypadkach nawet trzeba. Jeśli nie mogę przejść przez most, bo jest pełen niebezpieczeństw, to wybuduję sobie nowy, bezpieczny.

Po prostu musiałam się wygadać.

45. Lubię Instagram, ale…

tumblr_osq36k2ks41rkuullo1_500
źródło

Użytkowniczką Instagrama jestem już od dawna. Konto założyłam z ciekawości – tak samo jak swego czasu profil na Twitterze. Najpierw robiłam zdjęcia tylko po to, aby robić, później stwierdziłam, że mogłabym się postarać i chociaż czasem pokazać coś, co pocieszy oczy.

Oprócz profili znajomych, zaczęłam obserwować także inne. Te o kociej tematyce, konta ulubionych zespołów, profile „zbierające” zdjęcia różnych autorów o jednej tematyce np. dotyczącej fotografii Warszawy. Później zrobił się boom na bycie fit.

Trend ten, moim zdaniem, sam w sobie nie jest zły. Jeśli ktoś ma dzięki temu zacząć zdrowo jeść i ćwiczyć, to jestem na tak 😉 Ostatnio obserwacjami zasypali mnie trenerzy personalni. Wielu trenerów personalnych 😀 Jako, że zawsze jestem łasa na rady i wiedzę dotyczącą zdrowego żarcia i ćwiczeń (zawsze mam nadzieję, że jakiś rodzaj aktywności fizycznej zostanie moją miłością życia ;)), to z ciekawością wchodziłam na ich profile. A tam… Zero rad. Za to mnóstwo zdjęć typu selfie: w lustrze w łazience, w lustrze w sypialni, w lustrze w windzie… 😀 Zaczęłam zastanawiać – czy jakbym chciała być pod opieką takiego trenera, to uczyłabym się jak jeść i ćwiczyć czy raczej jak dobrze pozować do zdjęć? 😀 Ich ciała są świetne – smukłe i wyrzeźbione, mam nadzieję, że sama swoje trochę poprawię w tym kierunku, ale chowania samouwielbienia pod hasło „trener personalny” nie rozumiem.

Macie instagrama? Lubicie tę aplikację? Coś Was w niej drażni?

Zalatując prywatą – siedzę sobie u rodziców i planuję sierpniowy tygodniowy wyjazd 😉 Dzisiaj przyjeżdża do mnie Mała – mamy sporo planów, mam nadzieję, że te dotyczące aktywności fizycznej i spotkań wypalą.

Udanej niedzieli 🙂

44. Byłam kiedyś w Krakowie…

Byłam kiedyś w Krakowie i mimo ogólnych zachwytów znajomych, sama nie mogłam do nich dołączyć. Ciągle mi coś w tym mieście nie pasowało. Ten stan rzeczy zmienił się prawie 2 tygodnie temu. Byłam na niezliczonej ilości spacerów z przyjaciółmi i znajomymi. Było dość ciepło. Było zielono. I w tych okolicznościach Kraków mi po prostu wypiękniał.

Jednak dobrą stroną Krakowa od zawsze było dla mnie to, że to miasto koncertowe. 2 lata temu w Tauron Arenie miałam przyjemność zobaczyć Queen z Adamem Lambertem, a w mijającym miesiącu przybyłam w to samo miejsce, by bawić się na wymarzonym koncercie System Of A Down. Bawić się – to za dużo powiedziane – noga lubego nie pozwoliła na szaleństwo na płycie, ale na trybunach było równie zacnie.

Lubicie Kraków? 🙂

kolaz

43. Jak się nie stresować przed obroną?

 

Moim zdaniem nie da się wtedy nie stresować. To uczucie dopadnie nas chociażby przed samym wejściem do sali egzaminacyjnej. Nerwy, chociażby były ze stali, teraz się zruszą. Na szczęście (albo na nieszczęście) jest to jedna z mniej stresujących sytuacji w całym ludzkim życiu 😉 Także przejdę już do moich refleksji z tym tematem związanych:

  • Przed obroną warto odciąć się od ludzi, którzy panikują za bardzo. Stres stresem, ale jeśli ktoś jest już bliski ucieczki z kraju na myśl o tym, że jutro czeka go obrona, to ani na niego to dobrze nie wpłynie, ani na nas – nam się to po prostu udzieli.
  • Trzeba się uśmiechać! Według naukowców nawet wymuszony uśmiech sprawia, że serce wyluzowuje 🙂 W czasie egzaminu także warto się uśmiechać. Postanowiłam sobie, że na obronę wejdę z uśmiechem. Tak zrobiłam i całą sytuację postrzegam jako coś mniej strasznego, a nawet jako coś przyjemnego.
  • Pewnie zależy to od uczelni, ale słyszałam od wielu znajomych (i sama mogę to potwierdzić), że ludzie w komisji są po prostu mili i wyluzowani. Podchodzę do tego tak, że z reguły ludzie nie są wredni. A jeśli są… To po prostu słabo o nich świadczy.
  • Nie powiedziałabym, że obrona to formalność. Poprzedza ją zazwyczaj intensywny okres nauki. Jeśli ktoś umie cokolwiek i mówi logicznie, to nie widzę opcji, żeby miał obrony nie zaliczyć. Znam tylko jeden przypadek, w którym osoba nie zaliczyła obrony – powodem było to, że nie powiedziała zupełnie nic.
  • Dzień/popołudnie przed obroną lepiej przeznaczyć na wszystko to, co może nas zrelaksować. Oczywiście, jeśli ma się taką możliwość. Nauka w ostatnim momencie zapewnia dodatkową porcję stresu.
  • I taka mała prywata na koniec – dziwna to sprawa, gdy obcy ludzie życzą ci spełniania swoich marzeń po ukończeniu studiów i chwaleniu się nimi, a rodzina na siłę próbuje ci wciskać taką drogę życiową, która chyba tylko im wydaje się odpowiednia…

poobronie

Sylwia wczoraj została magistrem, a dzisiaj szuka nowego sposobu na życie 😉

42.

W weekend wybywam, a Was chcę zostawić z opisem sytuacji dotyczącym oceniania po pozorach i ludzkiej bezczelności 😉

Prawie 2 tygodnie temu byłam z Lubym w poczekalni ortopedycznej Izby Przyjęć w jednym z warszawskich szpitali. Luby siedział tam od 14, a razem z nim wiele osób – młodszych, starszych, wszyscy z urazami różnego typu. Pani w rejestracji powiedziała Lubemu, że czas oczekiwania wyniesie 3-4 godziny. Pacjenci byli wzywani do gabinetu według godziny rejestracji, która była zapisana na karcie. Tyle tytułem wstępu.

Po 16 do poczekalni przyszła młoda para. Na pierwszy rzut oka wydawali się młodzi, sympatyczni, wykształceni (ich ubiór wskazywał na pracę w jakimś biurze). Mężczyznę bolał kręgosłup, trochę mi się go szkoda zrobiło.

Nadeszła w końcu oczekiwana przez nas godzina 18. Luby cieszył się, że już bliżej niż dalej do diagnozy. W końcu z gabinetu wyszedł lekarz:

– Pan P*****(nazwisko Lubego), zapraszam.

Luby zdążył się tylko podnieść, a tu wcześniej wspomniany mężczyzna wstał, ominął go i wszedł do gabinetu. Luby dokuśtykał się do pomieszczenia, a w nim trwała dyskusja:

Lekarz: Pan nazywa się P*****?

Mężczyzna: Nie, ale ja długo czekam.

Lekarz: Skoro nie nazywa się pan P****, to proszę wyjść i zaczekać na swoją kolej.

Lekarz zaczął wypraszać mężczyznę z gabinetu. Do akcji włączyła się dziewczyna (żona?) mężczyzny:

Dziewczyna: Ale my długo czekamy, od 16, a go boli!

Lekarz: (zerkając w kartę) Pan P***** przyszedł o 14.21, więc teraz jego kolej.

Mężczyzna i jego dziewczyna odeszli od drzwi dosłownie wściekli. Z czekających osób odezwała się spokojnie jakaś kobieta, która nieco przy kości:

– My wszyscy tutaj czekamy, chociaż długo to trwa…

Na to odezwała się dziewczyna:

– Pani to pewnie sobie może skręciła kostkę, pewnie nie chciało się kilogramów zrzucić i wolało się żreć!

Pani się oburzyła, chciała coś powiedzieć, ale przerwał jej mężczyzna:

– Niech się Pani zamknie! Pani nie boli tak jak mnie!

Otworzyłam oczy ze zdumienia, starsza pani siedząca obok mnie także. Luby opowiedział mi potem, że lekarz skomentował sytuację słowami: „Widzi pan, tacy to się awanturują, a pan przyszedł z poważnym urazem, a nawet słowem pan nie jęknął…”

I tak z młodych, sympatycznych ludzi wyszli młodzi bezczelni 😉 To, że kogoś coś boli, nie upoważnia go do rzucania „gównem” w kierunku niewinnych i również cierpiących ludzi…

Na szczęście nie tylko tacy ludzie chodzą po świecie 😉