47. I don’t like my mind right now…

Gdy byłam jakoś w połowie szkoły podstawowej, wybrałam się z braćmi do kolegi, który mieszkał w lokalu obok. Zasiedliśmy do komputera i oglądaliśmy teledyski. Gdy usłyszałam piosenkę poniżej, wiedziałam, że to jest „to”. Głos wokalisty wbił mi się w głowę i do teraz w niej tkwi.

2 dni temu zobaczyłam informację o śmierci swojego idola. Linkin Park to mój ulubiony zespół od momentu, który opisałam na początku. Teksty ich utworów pasowały jak ulał do niektórych momentów w moim życiu. Muzyka pomogła mi w pewien sposób przejść przez różne sytuacje. Jest mi bardzo przykro, że Chester Bennington pożegnał się ze światem w najgorszy sposób. Jestem mu wdzięczna za tworzenie wspaniałej muzyki i za ratowanie mnie z opresji. Depresja to jednak straszna świnia…

…czego niektórzy ludzie po prostu nie rozumieją. Przestałam już czytać komentarze, bo pewne osoby doprowadzają mnie do szewskiej pasji.

Po pierwsze, jak można pisać odnośnie śmierci kogokolwiek, że „dobrze mu tak”? Rozumiem idioto, że byłbyś równie zadowolony, gdy przeczytałbyś coś takiego po śmierci swojego przyjaciela? Niee, wtedy rozpętałbyś III wojnę światową. Pomyśl trochę. Wyraź współczucie. Jeśli nie umiesz, to odejdź od komputera i zajmij się czymś innym.

Po drugie, jak można obrażać człowieka, bo odszedł ze świata odbierając sobie życie? Chorować może nie tylko ciało. Depresja to coś, co się dzieje naprawdę. W dobie internetu, wyszukiwarek tak trudno znaleźć informację czym jest depresja? Życzę Ci, drogi „niemyślący zawczasu”, żebyś nigdy nie miał do czynienia z nią ani inną chorobą psychiczną. Powiem Ci z własnego doświadczenia – jest cholernie trudno przestać się jak kupa. Doedukuj się, zapytaj, porozmawiaj, a potem oceniaj. Żeby nie było kiedyś tak, że to Ty będziesz potrzebował zrozumienia.

tumblr_mhpyq0gyyd1rlb5m6o1_500

Chester Bennington

You may be gone but you will never be forgotten.

Reklamy

46. Stop bylejakości.

Anię z aniamaluje czytam z doskoku, co jakiś czas również oglądam jej instastory. Dzisiaj powiedziała: „nie zgadzaj się na bylejakość”. Gdzie przejawia się u mnie ten stan?

Kulturę osobistą uważam za wielki plus u innych osób. Sama mam ten aspekt jakoś tak wpojony, że robię z siebie kogoś naprawdę mało asertywnego. Głupio mi odmówić. Po prostu.

Ostatnio było mi głupio odmówić i zgodziłam się na coś, na co ochoty nie miałam, bo przypomniałoby mi jeden z najgorszych sytuacji w moim życiu. A potem po prostu wyszłam, a dokładniej opuściłam konwersacje bez słowa. Nie mam pojęcia, co na to inne osoby – i przestało mnie to obchodzić. Jednej z nich chętnie wytłumaczę sprawę osobiście. A co do reszty – nie chce bylejakości. Mam swoich bliskich, którzy są wspaniali. Mamy inne poglądy, inne zainteresowania i szanujemy się wzajemnie. Nie jestem dla nich gorsza, nie zazdrościmy sobie pierdół, cieszymy się ze swoich sukcesów. Czemu mam się zgadzać na coś, co mi nie pasuje? Na wieczne porównania? Na ocenianie mnie w ten sam sposób co 10 lat temu?

Od tego czasu sporo się zmieniło. Próbowałam uleczyć swoje wszystkie rany, zmienić myślenie, doceniać sama siebie. Nie pozwolę tego zniszczyć.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że nie warto palić za sobą mostów. A mi się wydaje, że w niektórych przypadkach nawet trzeba. Jeśli nie mogę przejść przez most, bo jest pełen niebezpieczeństw, to wybuduję sobie nowy, bezpieczny.

Po prostu musiałam się wygadać.

45. Lubię Instagram, ale…

tumblr_osq36k2ks41rkuullo1_500
źródło

Użytkowniczką Instagrama jestem już od dawna. Konto założyłam z ciekawości – tak samo jak swego czasu profil na Twitterze. Najpierw robiłam zdjęcia tylko po to, aby robić, później stwierdziłam, że mogłabym się postarać i chociaż czasem pokazać coś, co pocieszy oczy.

Oprócz profili znajomych, zaczęłam obserwować także inne. Te o kociej tematyce, konta ulubionych zespołów, profile „zbierające” zdjęcia różnych autorów o jednej tematyce np. dotyczącej fotografii Warszawy. Później zrobił się boom na bycie fit.

Trend ten, moim zdaniem, sam w sobie nie jest zły. Jeśli ktoś ma dzięki temu zacząć zdrowo jeść i ćwiczyć, to jestem na tak 😉 Ostatnio obserwacjami zasypali mnie trenerzy personalni. Wielu trenerów personalnych 😀 Jako, że zawsze jestem łasa na rady i wiedzę dotyczącą zdrowego żarcia i ćwiczeń (zawsze mam nadzieję, że jakiś rodzaj aktywności fizycznej zostanie moją miłością życia ;)), to z ciekawością wchodziłam na ich profile. A tam… Zero rad. Za to mnóstwo zdjęć typu selfie: w lustrze w łazience, w lustrze w sypialni, w lustrze w windzie… 😀 Zaczęłam zastanawiać – czy jakbym chciała być pod opieką takiego trenera, to uczyłabym się jak jeść i ćwiczyć czy raczej jak dobrze pozować do zdjęć? 😀 Ich ciała są świetne – smukłe i wyrzeźbione, mam nadzieję, że sama swoje trochę poprawię w tym kierunku, ale chowania samouwielbienia pod hasło „trener personalny” nie rozumiem.

Macie instagrama? Lubicie tę aplikację? Coś Was w niej drażni?

Zalatując prywatą – siedzę sobie u rodziców i planuję sierpniowy tygodniowy wyjazd 😉 Dzisiaj przyjeżdża do mnie Mała – mamy sporo planów, mam nadzieję, że te dotyczące aktywności fizycznej i spotkań wypalą.

Udanej niedzieli 🙂

44. Byłam kiedyś w Krakowie…

Byłam kiedyś w Krakowie i mimo ogólnych zachwytów znajomych, sama nie mogłam do nich dołączyć. Ciągle mi coś w tym mieście nie pasowało. Ten stan rzeczy zmienił się prawie 2 tygodnie temu. Byłam na niezliczonej ilości spacerów z przyjaciółmi i znajomymi. Było dość ciepło. Było zielono. I w tych okolicznościach Kraków mi po prostu wypiękniał.

Jednak dobrą stroną Krakowa od zawsze było dla mnie to, że to miasto koncertowe. 2 lata temu w Tauron Arenie miałam przyjemność zobaczyć Queen z Adamem Lambertem, a w mijającym miesiącu przybyłam w to samo miejsce, by bawić się na wymarzonym koncercie System Of A Down. Bawić się – to za dużo powiedziane – noga lubego nie pozwoliła na szaleństwo na płycie, ale na trybunach było równie zacnie.

Lubicie Kraków? 🙂

kolaz