24.

SAMSUNG CSC

Dzisiaj się pozachwycam książką. Tą na zdjęciu. Nie będzie to typowa recenzja, raczej luźny zbiór myśli.

Dopóki nie dostałam powieści pana Riggsa, nie miałam pojęcia, że takowa istnieje i że również istnieje film na jej podstawie. Okazało się za to, że moje otoczenie (rzeczywiste i instagramowe) wiedziało. Przyznaję, że nie śledzę premier książkowych, filmowych tym bardziej. Czasem jakaś informacja w tych tematach całkiem przypadkowo wpadnie do mojego oka i/lub ucha.

Nie do końca byłam przekonana do czytania tej książki. Opisywano ją jako młodzieżową, obawiałam się chyba zbyt prostego przekazu. Ale w sumie co złego jest w prostocie. W pewnej chwili wzięłam ją do ręki, otworzyłam i nie mogłam pozbyć się zachwytu. Powieść wydana jest przepięknie – w środku jest mnóstwo fotografii (które są znaczące dla opisanej w książce historii), czcionka ma brązowy kolor – z tym nigdy wcześniej się nie spotkałam. Sama fabuła jest równie ciekawa, na początku trochę powoli się rozkręca, jednak potem nie można się od niej oderwać.  Z krótkim opisem treści można się zapoznać tutaj.

Bardzo się ucieszyłam, gdy przeczytałam, że książka jest częścią cyklu „Pani Peregrine”. Bardzo chętnie sięgnę po kolejne tomy 🙂

Macie jakieś książkowe, pozytywne zaskoczenia? Lubicie czytać? 😉

23.

tumblr_n120hebojl1rkuullo1_500
źródło

Wczoraj świętowaliśmy 7 rocznicę związku. Ja i Luby. Ale post nie będzie dokładnie o tym, bo o miłości pisało już wielu i sądzę, że nic nowego bym już nie wymyśliła 😉

Dzisiaj będzie dość krótko o jednej kwestii. Mianowicie o tym, jak bardzo inni ludzie uwielbiają robić z siebie ekspertów i wypowiadać się na temat, których ich nie dotyczy. Jako że 7 lat to nie miesiąc, w ostatnie święta niektórzy członkowie rodziny zaczęli rozmowę o ślubie. Były dwie strony:

  • ciotka – twierdziła, że 7 lat „chodzenia” to za długo i fakt, że nie jesteśmy jeszcze małżeństwem źle wpływa na związek.
  • dziadek – stwierdził, że „bez ślubu też jest dobrze”

Przykro mi tylko z jednego powodu – nie jestem wygadana 😀 Więc całej dyskusji słuchałam z szeroko otwartymi oczami i z myślą pod tytułem „co wam, kurde, do tego?”. Mam swoje poglądy, ale kultura każe mi nie komentować wyborów innych ludzi. Każdy robi po swojemu, każdy ma inną wizję przyszłości. Nic mi do tego. Mogę ewentualnie wesprzeć, gdy ktoś o to poprosi. Bez oceniania, bez dziwnych rad i ekspertyz psychologicznych 😉

A jak się ma autorka bloga do ślubu? Nijak się ma 😉 Zakładam, że będąc w związku, ślubuję drugiej osobie wierność oraz bycie na dobre i na złe, a ślub nie jest mi potrzebny do cementowania związku. Czyli – jeśli ślub, to ewentualnie cywilny, wesela niet 😉 Za to bardzo chętnie lubię rozmawiać z koleżankami na temat tego, jakie jest ich wymarzone wesele, najlepsza sala, najpiękniejsza suknia i pierścionek. Nikt się nie wyzywa, nikt nie robi uwag i nie krytykuje. Wielość poglądów u ludzi jest naprawdę ciekawym aspektem, dzięki którym relacje się nie nudzą 😉 Nie ma jednej racji, jak sobie usiądziesz, tak będziesz widział otoczenie.

Tak to było u mnie przy świątecznym stole, zawsze to jakaś dodatkowa rozrywka…;) Was też rodzina lub/i znajomi uwielbiają zadręczać pytaniami? Jak sobie z tym radzicie?

22.

SAMSUNG CSC

Taką zimę lubię. Gdy jest mróz, śnieg i słońce. I gdy te słońce odbija się od tego śniegu tak bardzo, że muszę chodzić w okularach przeciwsłonecznych 😉


Czas mija mi na pisaniu magisterki. Swego czasu napisałam na twitterze 3 prawa dotyczące pisania pracy dyplomowej:

  1. Piszesz godzinami, a na koniec okazuje się, że twoje wypociny zajmują niewiele ponad jedną stronę…
  2. …i wtedy cała motywacja gdzieś pryska.
  3. Komputer zdecydowanie nie chce współpracować tuż przed terminem oddania rozdziału.

Ostatni punkt nieco mnie zdziwił, bo gdy pisałam licencjat, dysk w laptopie stwierdził, że ma już dość życia i wyzionął ducha, więc byłam pewna, że tego urządzenia prędko nic nie ruszy. Nic bardziej mylnego! Na razie sytuacja opanowana – ciągłe mulenie było spowodowane źle wpiętą kostką RAMu, ale i tak muszę zrobić format.


Od jakiegoś czasu ciągle za mną chodzi zmiana koloru włosów. W sumie to nic nowego, bo zdarza się to mniej więcej 3-4 razy do roku. Włosy mam nieco rozjaśnione i zastanawiam się, czy iść dalej w tę stronę, czy powrócić na ciemną stronę mocy. Podobno zmiana fryzury oznacza zmianę w życiu. Spokojnie, u mnie nic się nie szykuje. No chyba, że nie zaliczę pierwszy raz w życiu jakiegoś egzaminu 😉


Dodaliście wczoraj swoją cegiełkę na WOŚP? Mi udało się to zrobić wieczorem, potem wybrałam się pod PKiN zobaczyć światełko do nieba. Lubię fajerwerki, a te wczorajsze były bardzo zmyślne. Na Sylwestra też fajnie jest obejrzeć pokaz, ale zupełnie nie rozumiem strzelania tydzień przed i tydzień po rozpoczęciu roku.


Czasami na YT przybłąkam się do starych utworów. Także na koniec notki o niczym (musiałam się po prostu wypisać, taki kaprys) prezentuję piosenkę, która jakoś mnie urzekła. Miłego dnia! 🙂

21.

braci

Zdjęcie z osobistego archiwum, a na nim autorka bloga, od prawej Brat nr 1, zaś od lewej Brat nr 2. Widać, że obaj są młodsi? 😀

Jeszcze w podstawówce oddałabym wszystko za bycie jedynaczką. Nieco później obmyśliłam sobie, że mogłabym mieć starszego brata, bo pewnie miałby fajnych kolegów. Skąd takie myśli w mojej łepetynie? Może to dlatego, że moją rolą było bycie starszą: bardziej odpowiedzialną, pomocną, chroniącą. Pomagałam w lekcjach, odgrzewałam obiad, broniłam przez kolegami, a później zdarzyło mi się być nawet 2 razy na zebraniu, bo rodzice nie mogli się na nich pojawić. Denerwowało mnie to wszystko, moich braci pewnie też, szczególnie porównania do siostry.

Musiało upłynąć trochę lat, żebym zrozumiała pewną rzecz – moi bracia to moi sprzymierzeńcy. Za nic bym ich nie oddała. Może czasami się sprzeczamy, ale są to głównie drobnostki. Brat nr 1 pomaga mi często w sprawach technicznych, a Brat nr 2 pomocny jest przy porządkach i udostępnia mi swoje łóżko, gdy za oknem jest jasno od wyładowań atmosferycznych. Nie trzeba się przytulać, żeby poczuć bliskość związaną z więzami krwi. Ja ją czuję i mam nadzieję, że oni też. (Chociaż pewnie nie mają takich rozmyślań jak ja, toż to faceci 😉 )

Jak Wam się układa z rodzeństwem? 😉

PS sesja nadciąga…

20.

Zazwyczaj jest tak, że nowy rok traktujemy jako symboliczny początek. Ustalamy sobie jakieś cele i robimy wszystko (albo i nie^^), żeby je zrealizować.

tumblr_oh531meboc1rkuullo1_500

Nie będę pisać o swoich postanowieniach, bo gdy tylko coś takiego wyjdzie z moich ust, mój zapał umiera śmiercią naturalną i nic z postanowień nie wychodzi. Chciałabym za to podzielić się z Wami pewnym spostrzeżeniem 🙂

Pod koniec zeszłego roku przeglądałam sobie instagram, a dokładniej jego sekcję, która pokazuje losowe zdjęcia i profile (nie wiem, jak to się nazywa, ale mam nadzieję, że wiecie, o co chodzi :P). Wyświetliło mi się kilka zdjęć, które przedstawiały książki, zeszyty, notatki i w ogóle wszystko, co może być potrzebne komuś, kto się uczy. Znalazłam jeszcze kilka profili w podobnymi fotkami i byłam w pozytywnym szoku. Ci ludzie, chodzący zwykle do liceum, za cel ustalili sobie dostanie się na kierunek lekarski. W związku z tym siedzą i się uczą. Czego? Ano biologii i chemii, bo pewnie te przedmioty są wymagane przy przyjęciu na studia.

Być może to pokazówka, a może to jeden ze sposobów, by się zmotywować. Nie wiem. W każdym razie byłam zdumiona. Pozytywnie zdumiona. Wiem, jak wygląda nauka w liceum – jest mnóstwo przedmiotów, a tym samym sporo nauki, niekoniecznie z przedmiotów, które nas interesują. Jeśli chodzi o moją motywację w liceum, to całkowicie poległam. No, może trochę się zbudziłam jakieś pół roku przed maturą. Nie miałam żadnego celu, a ci ludzie z insta uczą się, bo ten cel mają. I pokazują, że dzisiejsza młodzież lubi nie tylko głupoty. Poza tym, ich notatki wyglądają tak kolorowo i przyjemnie, że mam ochotę uczyć się razem z nimi 😀

Każdy ma odmienne wartości. Uwielbiam uczyć się nowych rzeczy, ale nie przepadam za siedzeniem w książkach 24/7. Innych nauka zupełnie nie kręci, bo celują w coś zupełnie innego – sport czy w sztukę. Śmieję się czasami z siebie, że z powodu nikłego talentu fizycznego i artystycznego, coś muszę z sobą robić i dlatego musiałam nauczyć się lubić uczenie się 😉 Chciałabym, w gąszczu możliwości, znaleźć sobie konkretny cel i dążyć do niego tak jak ci licealiści. Przede mną koniec studiów, a ja chciałabym spróbować wielu rzeczy. Przecież nie da się robić wszystkiego na raz…

A jak jest u Was z celami? Walicie konkretami czy ciągle poszukujecie? Jak Wam idzie z realizacją postanowień? 😉