14.

Ostatnio trafiłam na facebooku na taki post:

rodziceidzieci

Nie będę mędrkować na ten temat, bo raz – nie mam dzieci, dwa – nawet nie obracam się w środowisku pełnym małych istot. Poczynię tylko małe obserwacje. Gdy byłam w gimnazjum, czyli jakieś 10 lat temu, już wtedy maluszki z mieszczącej się obok podstawówki biegały z takimi telefonami, które były o niebo lepsze od mojego. Pamiętam, że się zastanawiałam, czy potrzebne są one do kontaktu z rodzicami i czy dzieciaki nie boją się, że jakiś „starszak” im sprzęt ukradnie. Za to po latach słyszałam trochę opowieści o tym, jak maluch śmiga na tablecie, laptopie etc. Z drugiej strony znam też rodziców, którzy uwielbiają spędzać czas ze swoimi dziećmi.

Ale ogólnie rzecz ujmując, stwierdzam, że jako dziecko wolałabym pół godziny rozmowy czy zabawy ze mną niż kolejną zabawkę czy pieniądze w okresie nastoletnim…

A co Wy na ten temat sądzicie? Zgadzanie się ze spotterką?

13.

Jakieś podsumowania w świecie blogowym najczęściej można zauważyć tuż przed Sylwestrem lub na początku nowego roku. Siedziałam sobie pod prysznicem i stwierdziłam, że mam ochotę zrobić sobie podsumowanie – nie roku, a niemal dziesięciolecia 😀 Punkt startowy – 14 lat, punkt końcowy – dzień dzisiejszy, na liczniku 18 wiosen po raz piąty (plus kilka miesiący). Mam wrażenie, że sporo się zmieniło 😉

tumblr_mm4nq1wmvq1rq4bc5o1_500
źródło

Na zewnątrz zauważam na pewno zmianę masy ciała. 9 lat temu przy wzroście 170 cm ważyłam 44 kg, teraz – o 12 kg więcej przy takim samym wzroście. Jeśli ktoś nie zaglądał na mojego poprzedniego bloga lub po prostu nie pamięta – miałam anoreksję. Głodzenie się uważam za jeden z największych błędów mojego dotychczasowego życia. Nie poprawiło mi to ani samooceny, ani tym bardziej zdrowia. Idąc dalej – wory pod oczami 😀 Pojawiły się w 2013 roku, gdy całkiem ostro się pochorowałam. Właśnie – może ma ktoś na nie jakiś sposób? 😉 Zmienił mi się także styl ubioru – chociaż czarny nadal króluje w mojej szafie, częściej sięgam po sukienki, spódnice i buty inne niż trampki. Poza tym, dopiero od jakichś 2-3 lat zaczęłam bardziej interesować się kosmetykami, wcześniej nie miały one dla mnie jakiegoś większego znaczenia. Pierwszy lepszy podkład, tusz, szampon i takie tam.

Może teraz coś o charakterze. Stałam się bardziej śmiała (nie mylić z odwagą – tu nadal się nic nie zmieniło :D). Opanowałam ataki paniki (mam zaburzenia lękowe), jestem w stanie dostrzec punkt, którego przekroczenie powoduje wielką złość, w tym punkcie się zatrzymać i odsunąć od siebie wizję wybuchu. Staram się przepraszać, idzie mi to coraz lepiej, chociaż wciąż nie jest to łatwe. Częściej udaje mi się wrzucać na luz. Częściej się uśmiecham i nie snuję już czarnych scenariuszy, no przynajmniej zazwyczaj. Stałam się też jakaś bardziej wrażliwa, naprawdę sporo rzeczy wyciska ze mnie łzy. Co jeszcze? Bałaganię na maksa i nadal nie znam swojej życiowej drogi. Zwyczajnie nie umiem jej wybrać spośród możliwości. No i wciąż istnieje problem z mówieniem „nie”.

Inna sprawa – ludzie. Zdążyłam się przekonać, że ilość nie świadczy o jakości. Mam na myśli także ilość spotkań. Mam swoją przyjaciółkę od czasów gimnazjum. Widzimy się kilka razy do roku, staramy się spotkać nawet na godzinę i jest super, czuje się tą więź, niemal siostrzaną. Zupełnie inaczej ma się sprawa z ludźmi, którzy niegdyś zabiegali ostro o wspólne spędzanie czasu. Obecnie niemal nie ma po nich śladu. Przestałam też biegać za niektórymi osobami, zwyczajnie nie ma to sensu, a sens w takiej sytuacji ma jedynie szacunek do swojej osoby.

A czy Wy zauważyliście u siebie jakąś znaczącą zmianę w ciągu ostatnich kilku lat?

Na koniec coś całkiem świeżego:

12.

SAMSUNG CSC

Dzisiaj tak na szybko, w punktach 😉

  • Nie mam żadnego zimowego zdjęcia, więc wrzuciłam wiosenne, tegoroczne. Stadion Legii za drzewami. Podobno północno-wschodnia Polska ma piękne, białe krajobrazy. Zazdroszczę.
  • Moja K. czuje się już nieco lepiej, nawet się uśmiecha. A jej historia całkowicie przypomina jakąś sytuację z filmu. Gdy poznałam szczegóły, opadła mi szczęka.
  • W uczelni zaczyna się kosmos. Siedziałam od rana i robiłam notatki.
  • Żeby nie było tak kolorowo – Luby się rozchorował.
  • Do mojej pracy magisterskiej wybrałam sobie firmę tramwajową z miasta, w którym mieszkam. Mimo pisania na kilka adresów mailowych, od niemal miesiąca jest cisza. W takim razie koniecznie muszę wymyślić organizację awaryjną.
  • Słyszałam dobre rzeczy o kosmetykach z serii Bania Agafii, więc kupiłam tę maseczkę do twarzy *klik*. Gdy ją zmyję, moja twarz jest w czerwonych plamach o.O Może jakiś składnik mnie uczulił? Zaniosę produkt Małej, zobaczymy, czy u niej będzie tak samo.
  • Nie mam pojęcia, jak spędzę ten długi weekend. Może uda skończyć mi się książkę – czytam właśnie „Harry Potter i Przeklęte Dziecko”. Ogromnie żałuję, że to tylko scenariusz, a nie powieść 😦

Co u Was ciekawego? 😉

11.

Przed chwilą pomyślałam sobie, że niesamowicie się cieszę z powodu posiadania bloga. Wiem, że czasem nie mogę napisać szczegółów jakiejś sytuacji, ale swoje emocje mogę sobie po prostu tutaj wylać. To moje miejsce i nie nikt nie może kazać przestać odczuwać tych emocji. A nawet jeśli będzie kazać… Co z tego, uczuć się od tak nie wyłączy 😉

tumblr_mztiaftumu1rkuullo1_500
źródło

Przez to, że na uczelnię chodzę popołudniami, dni dosłownie spierdzielają – ledwo się obejrzę, a tu już piątek. I wczorajszy piątek mogłabym nazwać piątkiem 13-tego, gdyby nie to, że data się nie zgadza.

Mój telefon przestał ogarniać to, że ma w środku kartę pamięci. Luby potem stwierdził z ulgą, że cieszy się, iż jego komórka żyje po tylu upadkach. Zadzwonił do mnie pół godziny później, aby powiedzieć, że ekran jego telefonu przestał przypominać gładką taflę.

Wczoraj również cieszyłam się, że Linkin Park znowu przyjeżdża do Polski na Impact Festival. Bo Luby kupił wcześniej bilety. Jak się okazało, organizator sprzedawał bilet na 1 dzień festiwalu pod nazwą „Impact Festival”. Jeśli chciałabym zobaczyć Linkinów, którzy grają 15 czerwca, musiałabym wydać kolejne 300 zł, a póki co mogę zobaczyć System Of A Down (koncert jest 17.06).

Gdy jakoś przełknęłam góry i doliny mojego humoru, poszłam do Małej pomóc jej w przygotowaniu przyjęcia urodzinowego. Impreza zapowiadała się świetnie i było tak do pewnego momentu…

Moja K. dostała naprawdę szokującą informację od osoby z rodziny. Wyszła z pokoju odebrać telefon, za chwilę zerknęłam w jej kierunku i zobaczyłam obraz, który do teraz mam przed oczami: obraz człowieka, któremu rozpada się życie. Stałam później przy niej – ona płacze, Małej też łezka pociekła, a ja nadal twardo stoję i pocieszam. Mówię do K., że wyjdę z nią i poczekam na osobę, która miała poczekać, ale to za chwilę, bo zmarzniemy. K. stoi niespokojnie, więc pytam, czy zrobi się jej lepiej, gdy poczuje świeże powietrze. Przytakuje. Wychodzimy. K. pyta, co ma teraz zrobić. Nie wiem, co ma zrobić, nigdy nie byłam w takiej sytuacji, nie chcę się mądrzyć. Nadal ją pocieszam i mówię, że wymyślą coś z bratem. Że ma swoją siostrę cioteczną, mamę, brata, że siedzą w tym razem. Że telefony – mój i Małej – będą czekać, niech zadzwoni, jeśli zechce, że możemy do niej przyjechać. Kiwa głową. Za chwilę przyjeżdża samochód, pakuję do niego K., odjeżdża. A ja zaczynam płakać.

W mojej głowie jakoś uroiło się przekonanie, że osoby cierpiące potrzebują kogoś, kto będzie silny, spokojny (a przynajmniej na takiego wygląda). Dlatego popłakałam sobie w samotności, dzisiaj próbuję wyjść z szoku i modlę się o to, by K. jakoś to przetrwała. Może ta sytuacja okaże się tylko jakimś nieporozumieniem? Może to się wcale nie zdarzyło?

Listopad się jeszcze nie skończył. Ciekawe, co będzie potem.

10.

Dzisiaj małe podsumowanie października. Zdjęciowe, bo zgłosiłam się do projektu u Riny 😉

Gdy robi się jakoś zbyt jesiennie, próbuję ratować swój nastrój spotkaniami. Kilka chwil spędzonych z odpowiednimi ludźmi i od razu robi się lepiej. Pierwsze zdjęcie zrobione podczas mieszkaniowej posiadówki – ja, Luby i nasz współlokator Kacper. Nasza trójka bardzo lubi próbować rzadziej spotykane piwa.

Zdjęcie drugie przedstawia piwo (co łatwo poznać :D) i grzane wino, które piłam pierwszy raz – było przepyszne. Wybrałam się na babskie spotkanie z koleżankami z uczelni. Termin spotkania ustaliłyśmy dość niefortunnie – zapomniałyśmy o meczu Legii i Realu, więc było głośno, a dookoła nas siedzieli sami faceci…;)

collage1

Gdzieś na początku miesiąca udało mi się złapać trochę słońca. Potem już tak dobrze nie było. Za to pod koniec października byłam na koncercie happysadu. Byłam na kilku koncertach, ale tak dobrze bawiącego się tłumu nie pamiętam, była moc! 😀

collage-4jpg

Zabawy ze zwierzakami do jeden z moich ulubionych sposobów na ukojenie nerwów. Na zdjęciu z lewej widzicie Coffee – owczarka szwajcarskiego – którą opiekowała się moja przyjaciółka Mała. Coffee ma 4 lata, a nadal zachowuje się jak szczeniaczek, dla którego najważniejsza jest piłeczka i zabawa 🙂

Zdjęcie po prawej – dzięki lakierowi hybrydowemu udało mi się w końcu zapuścić paznokcie. Mam na nich lakier „Sexy Red” Semilaca. I na koniec opisu tego zdjęciu dodam coś, co w sumie mogłam dodać do notki nr 8 – nigdy nie patrzę, czy kolor lakieru pasuje do pory roku, zupełnie nie rozumiem takiego toku myślenia 😀

collage3

Na koniec książki. Harrego Pottera kupiłam w Biedronce, bo cena była sporo niższa od tej spotykanej w księgarniach. Jeszcze nie czytałam, bo pierwszeństwo mają książki z biblioteki. Co do drugiej książki – do kupna zachęcił mnie profesor z mojej uczelni. Nigdy nie przypuszczałam na początku mojej kariery na studiach, że jakiekolwiek książki z zakresu zarządzania będą mnie interesować. Pozycja także czeka na swoją kolej.

collage2

Tak sobie myślę, że nie był zły ten październik 🙂 A jaki był Wasz miesiąc?