9.

Usłyszałam ostatnio:

„U mnie by to nie przeszło.”

O co chodzi? Dokładnie o to, że piszę od pewnego czasu ze znajomym na mniej lub bardziej poważne tematy. A przecież mam chłopaka.

Frazę o zaufaniu w związku słyszał każdy. Bo to ważne. Dla mnie wiąże się z tym jeszcze jedna sprawa – mój chłopak jest moim przyjacielem. Wie na mój temat wszystko, bo jestem pewna tego, że o wszystkim mogę mu powiedzieć. Luby zna moich kolegów, wie, że utrzymuję z nimi kontakt. Ba, czasem idziemy sobie w trójkę na piwo – ja, Luby i jeden z moich kumpli. Luby doskonale zdaje sobie sprawę  z tego, że moje relacje z innymi facetami są czysto koleżeńskie, oni przecież też mają sympatie. W drugą stronę działa to tak samo – Luby ma koleżanki i staram mu się tyłka o to nie zawracać(za bardzo :D).

Padło też stwierdzenie:

„Ale w sumie wy ze sobą długo jesteście.”

Tak, ale czy to ma coś do rzeczy? No może trochę ma, ale związki koleżanek, od których słyszałam takie słowa, do świeżych relacji nie należą. Nie wyobrażam sobie na przykład sytuacji typu: mam kumpla od podstawówki, pojawia się nagle wielka miłość i w związku z tym kontakt z kumplem robi się niemal zerowy, bo mam chłopaka. Nie trafia to do mnie zupełnie. Widziałam już, co się działo z ludźmi tak zaangażowanymi w związki, że nie liczyli się znajomi – związek się skończył niestety i nie było do kogo otworzyć jadaczki.

Wcześniej wspomniane słowa nie oburzyły mnie, ale raczej skłoniły do refleksji na temat ja+on(a)=my. Związek tworzą dwie osoby, które mogą mieć inne kręgi zainteresowań oraz innych znajomych, z którymi mają kontakt. I jeśli normalny koleżeński kontakt z kimś płci przeciwnej „nie przeszedłby”, to chyba coś tu nie gra…;)

~~

Coś mnie wzięło na przemyślenia między czekaniem na weekend oraz czekaniem na to, aż nowy album Avenged Sevenfold pojawi się na Spotify 😀 A poza tym senność, senność i jeszcze raz senność. A jak tam Wasza jesień? 😉

 

Reklamy

8.

Czas mija mi jakoś zaskakująco szybko. Zobaczyłam dzisiaj, kiedy ostatnio pojawiła się notka i baaardzo się zdziwiłam, że było to 6 dni temu 🙂 Tak to jest, gdy ma się nieco więcej obowiązków, a zajęcia w uczelni zaczynają się najwcześniej o 13.15 i trwają do 20.

Dzisiaj wpadłam na pomysł, aby napisać kilka faktów o moim podejściu do makijażu. Tak ogólnie, po babsku 😀 Więc lecimy.

  1. Nie czuję potrzeby używania podkładów o bardzo dobrym kryciu. Posiadam taki podkład (Revlon), ale korzystam z niego bardzo rzadko.
  2. Najlepszy podkład, który do tej pory znalazłam to Infallible 24h-Matte od L’oreal.
  3. Kiedyś zobaczyłam u koleżanki okropnie posklejane tuszem rzęsy. Od tamtego momentu nakładam na rzęsy najczęściej tylko jedną warstwę tuszu.
  4. Jeśli jesteśmy już w temacie rzęs: długo szukałam tuszu idealnego i to zazwyczaj po droższych półkach. Ten najlepszy znalazł się jednak na tych tańszych – jest to tusz Pump Up z Lovely.
  5. Cieni do powiek używam raz na ruski rok, bo na moich powiekach za długo nie wytrzymują.
  6. Lubię kupować szminki, ale nie mam żadnej w kolorze nude.
  7. Mam takie wory/cienie pod oczami, których nie da się zakryć żadnym korektorem 😀
  8. Nie używam różu.
  9. Często używam brązowej kredki do oczu, by zrobić nią kreski na powiekach.
  10. Nie umiem zrobić kreski kredką/eyelinerem bez poprawiania jej potem patyczkiem higienicznym 😦
  11. Makijaż innej osobie robiłam raz w życiu. Szło mi całkiem dobrze (chociaż długo), dopóki nie poległam na malowaniu brwi 😀
  12. Za to chętnie lubię, gdy moja przyjaciółka – Mała- robi mi makijaż. Zna się kobita na rzeczy!
  13. Na ostatniej promocji w Rossmannie kupiłam tylko 3 rzeczy: tusz do rzęs, eyeliner i korektor. Wiedziały, kiedy się skończyć 😉
  14. Od kolejnej z przyjaciółek – tym razem Sylwełke – usłyszałam, że używam dobrego rozświetlacza. Problem w tym, że nie używam żadnego 😀 Pozdrawiam posiadaczki tłustej cery 😀
  15. Uważam, że bibułki matujące to świetny wynalazek, polecam 😉

A coś takiego czasem tworzy Mała:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Teraz chętnie dowiem się jakichś ciekawostek o Waszych nawykach, ulubieńcach i czynnościach makijażowych 😉

7

Do pobytu w Łodzi podeszłam zupełnie inaczej niż do wizyty w Poznaniu – czułam się bardziej swobodnie. Głównym powodem byli ludzie – Majka, którą znam już trochę i Kamila, z którą widziałam się po raz pierwszy, a znamy się z blogspota.

W Łodzi ulokowałam się przy Piotrkowskiej – po 2 dniach miałam już dość tej ulicy, ciągle nią chodziliśmy, chociaż muszę przyznać, że podobała mi się różnorodność budynków w tym miejscu, włączając w to Pasaż Róży. Byłam w Manufakturze i to chyba jedyne centrum handlowe „z duszą”, zaś zespół fabryk Księży Młyn miło zaskoczył mnie ulicą o nazwie Koci Szlak. I rzeczywiście, idąc nią, spotkaliśmy 3 kociaki 🙂 Wracając jeszcze do Piotrkowskiej – na tej ulicy udało mi się zlokalizować ze 4 sklepy z tanim obuwiem, ledwo się powstrzymałam, żeby nic nie kupić 😀

W tym mieście pierwszy raz jadłam amerykańskie naleśniki, ale nie pamiętam nazwy lokalu – na pewno mieści się na Piotrkowskiej i ma swojej ofercie jeszcze burgery. Odwiedziłam też klubokawiarnię „Owoce i warzywa” oraz klub muzyczny „Szafa” – oba miejsca polecam 😉

Łódź wydaje mi się ciekawym miastem – mimo że jest tam trochę szaro, to robi się wiele by nadać ulicom więcej barw – przykładem jest „Stajnia jednorożców” czyli tramwajowy port przesiadkowy, świetne miejsce! Czy zamierzam się wybrać do Łodzi ponownie? Jasne, chociażby kupić buty i pogłaskać Yuki, którą zobaczycie na zdjęciu niżej 🙂

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

6.

Nie wiem jak Was, ale mnie jesień chwilami zdecydowanie męczy. W tym roku postanowiłam nie dawać się spadkom nastroju – planuje sobie dużo rzeczy na cały dzień i nie mam czasu na rozmyślanie. Na razie działa 🙂

Jak wspomniałam w poprzedniej notce, odwiedziłam niedawno Poznań i Łódź. Dzisiaj zajmę się pierwszym miastem. W Mieście Doznań wcześniej nie byłam, nie miałam także żadnych oczekiwań – po prostu czekałam na to, że miasto mnie w końcu czymś zaskoczy. Dojechałam tam pociągiem, wyszłam z galerii mieszczącej się przy Dworcu PKP i natknęłam się na mnóstwo pustej przestrzeni. Nie, Poznań nie jest jakimś zadupiem, to ja wyszłam ze złej strony 😉 Miło zaskoczyły mnie słupy sieci trakcyjnej tramwajowej – nie są zwykłe, czasem dopasowują się do miejsca, w którym stoją (pewnie średnio to zrozumiałe, ale naprawdę kocham tramwaje, które w Poznaniu nazywane są bimbami).

Zamieszkałam w Hostelu Jeżyce, który zdecydowanie polecam – dobra cena i dobra jakość. Potem zaczęło się zwiedzanie – Stary Rynek i jego okolice, Park Cytadela, Park Wilsona, Palmiarnia, Jezioro Maltańskiej, Kolejka Parkowa Maltanka i Ostrów Tumski. Co jest moim numerem 1? Ex aequo Kolejka i Ostrów Tumski. Nigdy nie jechałam pociągiem, który jedzie po „wąskich torach” (dla orientacji – normalny rozstaw szyn to 1435 mm, zaś rozstaw szyn Maltanki to zaledwie 600 mm), a kolej kocham, więc to się rozumie samo przez się 😀 Zaś Ostrów Tumski to najstarsza część Poznania. W X wieku zbudowano tam siedzibę pierwszych Piastów. Wszystkie budynki są zadbane, miejsce ma niesamowity klimat. Przy następnej wizycie w tym mieście chciałabym przejść się wszystkimi uliczkami tej części Poznania, na pewno warto.

Jakiś minus wizyty? Sylwia pierwszy raz wypiła prawdziwe espresso 😀 To była chyba najmocniejsza kawa jaką kiedykolwiek piłam, więc mój żołądek zachwycony nie był.

Nie cierpię robić podsumować, nigdy nie wiem, co mam napisać 😉 Może najprościej: czy polecam? Tak. Czy chcę wrócić tu ponownie? Jak najbardziej. Poznań to dobre miasto na weekendowy wypad. A teraz zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć:

SAMSUNG CSC
Rzeźba mi się spodobała^^
SAMSUNG CSC
Koziołki wychodzą z tej strony ratusza.

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC
Park Wilsona, hen daleko widać palmiarnię
SAMSUNG CSC
Park Cytadela
SAMSUNG CSC
Palmiarnia
SAMSUNG CSC
Palmiarnia. Wiem, że na tych zdjęciach nie ma palm, ale takie zagęszczenie drzew najlepiej chyba pokazać na zdjęciu 360…
SAMSUNG CSC
Kolejka Maltanka

 

 

5.

Nie było mnie tu dość długo, ale było to spowodowane moim wyjazdem. Ten wyjazd miał być spóźnionymi wakacjami, więc wzięcie ze sobą laptopa nie wchodziło w grę. Jak odpoczynek, to odpoczynek. 🙂 O wyprawie opowiem w kolejnych notkach, a dzisiaj chciałabym oczyścić swoją głowę z pewnych myśli.

Zanim do tego dojdę, informuję, że biorę udział w fotograficznym projekcie u Riny – szczegóły tutaj.

Także do rzeczy.

Ostatnie wydarzenia w moim życiu towarzyskim coś mi uświadomiły – istnieją osoby mocno dominujące. Sama mam dość mocny charakter, ale znalazł się ktoś, kto mi trochę w głowie namieszał. Moje wszelkie czynności sprowadzały się do tego, by tej osoby nie urazić. Bałam się, że zrobię coś, co tę osobę zezłości. Mało tego, jej poglądy powoli zaczęły stawać się moimi poglądami i w ten sposób sypałam do innych mało przyjemnymi uczuciami, bo ta osoba za nimi nie przepadała.

Nie to, że ta osoba ma same wady, bo zdecydowanie tak nie jest. Sama się nie popisałam, skoro dałam sobą sterować. Dałam się też ponieść zmiennym humorom i wszystkim sytuacjom z tym związanym.

Zdecydowanie moim marzeniem jest być bardziej stanowczym i nie dawać się gdzieś spychać. Skoro jakaś relacja przynosi sporo stresu i zaczyna być toksyczna, to chyba czas się oddalić na bezpieczną odległość.